Mówiąc to babcia delikatnie głaszcze kołnierz płaszcza.
— Gitl-Hudl podarowała mi go.
— Aha! A jak się oni mają?
— Dobrze. Obyśmy się, bez ich szkody, tak mieli.
— A co porabia Hersz-Wolf?
— Tak jak to on.
— Co z jego ręką? Już nią rusza?
— Tak, dzięki Bogu.
Teraz dopiero przyglądam się mamie dokładnie. Bez płaszcza wygląda tak, jak przed wyjazdem. Na głowie ma jednak inną perukę. Bardzo czarną, błyszczącą, splecioną z przodu w gruby węzeł, podobny do ptaka. Być może, że z powodu tej peruki twarz matki wydaje mi się pełniejsza, gładsza, młodsza.
— A jak się mają dzieci Gitl-Hudl, oby zdrowe były?