Stałem oparty o kolano mamy. Nie przestawała mnie głaskać po głowie, obejmować moją twarz i cicho wzdychać.

— I co jeszcze słychać? — przerwała babcia ciszę. — Odbyły się zaręczyny Cypele?

— Tak, mamo. Należą mi się gratulacje.

— Oby szczęście dopisało. Jakiś porządny człowiek z tego narzeczonego?

— Szczotkarz.

— Szczotkarz? — Dziadek zmarszczył czoło. — Dlaczego właśnie szczotkarz, a nie krawiec?

— W czym lepszy krawiec od szczotkarza?

— Krawiec to człowiek, zaś szczotkarz to tylko szczotkarz.

— Nie przystoi ci? — babcia gniewnie nastroszyła swoje druciane okulary.

— Pewnie, że nie przystoi.