— Już nigdy tam nie zajadę.
Dwie nieme zatroskane twarze jednocześnie skierowały się ku mamie. Ja również tego nie zrozumiałem.
— Do swego domu nie zajedziesz?
— Nie. Już dosyć mam swego zaprzęgu.
Obie twarze wyglądają teraz jak głuche.
— Co tobie znowu jest, Frumet?
— Co ma być? Tylko jego straszne przekleństwa, które miota na mnie, oby spadły na...
— Sza. Cicho. Nie bluźnij — zawołała babcia, zrywając się z kuferka.
— Wstydziłby się Żyd. Żaden goj by tak nie klął na swoją żonę.
— Kiedy to on miał czas przeklinać ciebie? Przecież ciebie tu nie było.