— W liście mnie sklął. Co z tego, że wyjechałam? Mam jedyną córkę. Miałam nie być na zaręczynach?
— Trzeba było powiedzieć, że się jedzie — wtrącił się dziadek.
— A komu miałam powiedzieć? Czy on kiedyś przebywa w domu?
— A co chciałabyś? Żeby sterczał w domu i cackał się z tobą?
— Kto mówi o cackaniu? Nie może mi przecież zabronić wyjazdu na zaręczyny.
— Ale nikt nie wiedział, gdzie jesteś. Jak można nie mieć w sobie krzty żydowskiej troski, żeby zostawić męża i dzieciaki na pastwę losu?
— Co się stało? Nie miał mu kto ugotować jedzenia?
— A co byś chciała? Żeby sam sobie gotował?
— Wszystko mi jedno, czy sobie ugotuje, czy sobie nie ugotuje. Mam tego dosyć!
— Masz już drugiego na jego miejscu? Co ty sobie myślisz — zawołał dziadek, mrugając okiem — że jesteś młodą kobietą?