— Przestań już, stary głupcze! — wtrąciła się babcia. — A ty Frumet nie rób głupstwa i idź do domu.

— Wyrzucasz mnie, mamo?

— Nie wyrzucam. Uchowaj Bóg, ale żona powinna iść do męża.

— Nie chcę go więcej znać! Co ja u niego miałam? Najlepsze moje młode lata straciłam. Przed ślubem opowiadał mi, że jest dziedzicem, że ma folwark. Pożal się Boże, co to za folwark!

Oczy matki poczerwieniały i jakby się zmniejszyły. Stały się nieładne. Nos jej również poczerwieniał i zaostrzył się.

— No. Wystarczy. — Babcia chciała jakoś załagodzić grzechy mego ojca. — Myślisz, że nie dopytywał się o ciebie?

— Łaskę mi sprawił!

— Kilka razy dziennie przychodził na nasze podwórze.

— Na podwórze... a wstąpić do domu nie wypadało mu?

— Wiesz przecież — powiedziała babcia, jakby mamie na ucho — że my oboje nie bardzo jesteśmy w zgodzie.