— A z kim jest w zgodzie?

— No, dobrze. Jeszcze nie należy do najgorszych... Teraz jest rzeczywiście późno, ale jutro, jak Bóg da, wrócisz do domu.

— Nie, mamo. Żebym miała podłogi myć, nie będę z nim razem mieszkała.

— Co się z tobą stało w Warszawie? — zawołał dziadek, który nie mógł już usiedzieć na miejscu.

— W Warszawie ludzie żyją jak należy. Gitl-Hadasa jest prawdziwą panią, pełną gębą światową damą! U pierwszego mego męża, Berła, mieszkałam w pokojach. Na drzwiach były mosiężne klamki.

— No, cóż. Berła! Nie zawsze przecież — powiedziała babcia — jest tak, jak sobie człowiek wymarzy.

I tak wykłócali się do późna w nocy. O mnie zupełnie zapomnieli. Pilnie słuchałem wszystkich i wszystkiego i w żaden sposób nie mogłem zrozumieć, dlaczego mama wróciła z Warszawy rozgniewana na ojca. Ja raczej uważałem, że to ojciec powinien gniewać się na mamę. Przecież to ona, nie mówiąc nikomu, wyjechała.

Prawdę mówiąc, ja nie gniewałem się na mamę. Bolało mnie tylko to, że wspominała swego pierwszego męża, u którego miała „pokoje” i mosiężne klamki na drzwiach. Co to za porównanie? Jej pierwszy mąż był felczerem w Końskiej Woli, a mój ojciec handlował sianem. Co tu mają do rzeczy „pokoje” i mosiężne klamki?

Rozdział VI

Nazajutrz z rana szykowałem się do pójścia do chederu. Wstałem wcześniej, umyłem się, włożyłem spodnie, które mama przywiozła z Warszawy i wziąłem do ręki dwa obwarzanki nasmarowane przez babcię masłem.