— To jedwab?

— A co? Barchan?

Babcia dwoma palcami wytarła kąciki ust. Dziadek spojrzał z boku i z głupia frant zapytał:

— Ile na przykład taka spódnica jest warta?

Nikt mu nie odpowiedział.

Matka odwróciła się plecami do nas i zaczęła palcami rozczesywać perukę.

Nie wiem dlaczego, ale mnie ta czarna spódnica warszawskiej ciotki nie przypadła do gustu. Mnie się zdawało, że mama w tej spódnicy jest jakaś inna. Nie ta, która kiedyś rano wpadła do pokoju z rozpaczliwym okrzykiem:

— Mojsze umarł!

U nas w domu nigdy nie widziałem mamy w takiej spódnicy.

Nigdy też nie miała obnażonych ramion. Nigdy nie używała pachnącego mydła. Nie stawała przed lustrem i nie stroiła się tak, jak to teraz czyni.