— Mendel, dokąd ty idziesz? — jego ciepły głos wydaje mi się znajomy.
— Tato! — w pierwszej chwili przestraszyłem się i poczułem coś dławiącego w gardle.
— Dokąd idziesz? Jesteś już zdrowy, co?
— Tak, tato, już jestem zdrów.
Żyd w wysokiej pluszowej czapce jest więc moim ojcem. Osiwiał. Patrzy na mnie trochę sennym i łagodnym wzrokiem.
— Byłem dzisiaj u twojego mełameda, żeby zapytać o ciebie.
— Miałem już dzisiaj iść do chederu.
— Dlaczego więc nie poszedłeś?
— Mama przyjechała.
— Tak? — tato marszczy twarz i mruży oczy. — Powiadasz, że mama wróciła?