— Tak. Wróciła.
— Kiedy?
— Wczoraj w nocy.
— Jeszcze wczoraj? Dlaczego więc nie widzimy jej?
— Jest na górze, u babci...
— Tak, u babci...
Na chwilę zapada między nami milczenie. Ojciec otwiera szerzej półsenne oczy. Są teraz znacznie większe niż były. Wąsy przybrały kolor zielono-żółty.
— Nie wszedłem na górę — powiada raczej do niemieckiego zboru niż do mnie — bo nie kocham tej twojej babci. Nie myśl jednak... wiedziałem o tobie wszystko. Kto, myślisz, posłał po doktora Pompera?
Jego głos staje się z minuty na minutę coraz cichszy.
— Więc wróciła — przypomina mu się na nowo i ojciec wzdycha — zajechała do nich... a jak wygląda twoja matka?