Jedno tylko wiem, że jest mi teraz dobrze.

— Byłem dziś u twego mełameda — powtarza ojciec — a ten mi powiada...

Nie kończy zdania. Zamyśla się i wpatruje w siną dal. Jego duży mięsisty nos wydaje się być oddzielony od twarzy. Powoli zaczyna odpinać swój zimowy płaszcz, wsadza rękę do głębokiej kieszeni i wyciąga sfatygowany skórzany portfel, po czym wkłada mi coś do ręki.

— Na — powiada — masz pieniądze. Kup sobie coś.

Pierwszy raz tato daje mi pieniądze. Na co mi one potrzebne? Co można za nie kupić?

— Kup coś dla mamy — powiada do mnie po cichu i podprowadza mnie do samych drzwi domu dziadków.

— Idź już, jeszcze się przeziębisz, nie daj Bóg.

Chcę pocałować tatusia w rękę. Zdaje mi się, również po raz pierwszy w życiu. On jednak szybko wyrywa rękę i mruczy:

— No, już... nie trzeba... idź, idź.

Oddala się, ale zaraz odwraca się i przywołuje mnie z powrotem.