— Mendel, co to ja chciałem ci powiedzieć? Tak, już wiem. Nie mów im tam, że... Nie lubię tej twojej babci. Nie lubię.
W ten sam wieczór Władek, ten trochę stuknięty chłop, przyszedł wcześniej niż zwykle. Był czerwony jak burak. Jego ruda broda była skołtuniona i zmoczona.
— Czego się dzisiaj pospieszyłeś, Władku?
Ten, żując coś w gębie, powiada niby do swojej brody:
— A niech ją cholera trafi, tę Magdę. Żeby jeszcze tej nocy zdechła. Przeklęta dziewka!
— Kto to jest Magda? Dlaczego ją tak przeklinasz?
— Dlaczego nie miałbym jej przeklinać? Przecież uderzyła mnie w twarz rybą.
Dziadek wybucha gromkim śmiechem. Babcia odwraca okulary od swoich czepków.
— A niech cię szlag trafi! — woła babcia kołysząc głową. — Kto ci każe zaczepiać dziewczyny? Kto?
— A czy ja ją zaczepiłem? Żeby ją piorun trzasł!