— Babciu, popatrz, co robi Władek!
Wszyscy odrywają się od zajęć. Dziadek odwraca się tylko jednym ramieniem. Mruży oczy. Mama szybko odwraca oczy od książki. Babcia pierwsza zrywa się z krzykiem:
— Biada mi! Coś ty zrobił, zwariowany chłopie!
Tymczasem słoma bucha płomieniem.
— Dawidzie, pójdziemy z dymem — wymachuje rękami babcia — zobacz, co tam się dzieje! Gwałtu! Rety!
Dziadek rzuca robotę. Okulary zsunęły mu się z nosa. Daszek pokręconej czapki opiera się o ucho. Stara się wbić igłę w klapę, ale nie może trafić. Ze złością rzuca ją na stół i skacze na palącą się słomę. Skoczył i zaczyna na niej tańczyć. Nic innego tylko zwariował. Babcia również, bo nagle chwyta poduszkę i rzuca ją pod nogi tańczącego dziadka.
— Wariatko, co robisz! — krzyczy dziadek i jednym kopnięciem odrzuca poduszkę.
Matka szybko chwyta wełniany szal babci i biegnie do drzwi. Tylko Władek nie rusza się z miejsca. Siedzi ze swoimi czerwonymi zmarzniętymi piętami. Żuje coś w ustach i kiwa się.
— Zakuta pało! Coś ty zrobił? — pyta dziadek nie przestając tańczyć na słomie.
— Co zrobiłem? — mruczy przez nos Władek. — A dlaczego pan krawiec tak krzyczy? Przecież jest zima! Chciałem sobie ogrzać nogi. Oby tę Magdę szlag trafił! Dlaczego nie wpuściła mnie do łóżka?