— Obyś ręce i nogi połamał razem z Magdą! — błogosławi go babcia, unosząc obie ręce. — Dlaczego nas chciałeś podpalić?
— Nie chciałem was podpalić. Co też pani krawcowa wygaduje!
— Obyś tak gadał w malignie! Ty idioto! Czy tak się grzeje nogi?
Dziadek tańcem na słomie ugasił jednak ogień. Zaczął sapać jak astmatyk. Otworzyli okno. Dym wychodzi przez nie ledwo widocznym obłoczkiem. Mama okrywa się szalem i zasłania mnie przed otwartym oknem. Babcia owija się chustą mamy. Tylko dziadek ma nadal na sobie tylko kamizelkę i szuka czegoś w klapie.
— Gdzie ja podziałem igłę? Gdzie?
W chwili, gdy wszyscy byli zamieszani tym, co się stało, powoli otworzyły się drzwi i w progu stanął tato.
— Tato przyszedł! — krzyknąłem i pobiegłem do drzwi.
— Dobry wieczór! — Tato, mówiąc to, rozejrzał się zdziwiony zamieszaniem panującym w izbie.
— Dobry wieczór! Dobrego roku! — I dziadek, podszedłszy do niego, dodał:
— Szolem Alejchem! Witaj!! Jak się masz?