Babcia szybko zamknęła okno. Mamie spadły okulary na podłogę.
— Natychmiast wynieś mi śmieci! — rozkazała babcia Władkowi. — Słyszysz, co do ciebie mówię? Wynoś się, ty hyclu!
Władek nie odpowiadał. Podniósł się, zebrał pozostałą niedopaloną słomę i wzdychając, wyniósł ją.
— Dlaczego stoisz? Usiądź! — powiedział dziadek do mojego ojca.
— Co tu się stało? — zapytał ojciec, patrząc na mamę, która zdejmowała szal.
— Nic takiego. Taki głupi goj. Zachciało mu się ogrzać nogi, to wziął i zapalił słomę.
— Kto takiego goja trzyma w domu?
— No, wiesz... czasami przynosi do domu wiadro wody, wynosi śmieci...
Mama podniosła okulary. Kącik, na który tato skierował wzrok, wydawał się mamie za ciemny, toteż przeniosła się na drugą stronę krawieckiego stołu i pogrążyła w lekturze.
Czy nie zauważyła spojrzeń taty, którego półsenne oczy spoczęły w końcu na krawieckim stole dziadka?