— Bogu dzięki.

— A co słychać na temat parnose?

— Nie najgorzej... można wytrzymać.

I znowu zapadła cisza. Pod kuchnią rozległ się uparty, gniewny, świdrujący śpiew świerszcza.

Władek zdążył już wyrzucić całą przypaloną słomę. Siedział znowu w swoim dawnym miejscu i pykał fajkę.

— Nie cieszysz się z powrotu żony? — usiłował kontynuować rozmowę dziadek.

— Z czego? — zapytał tato, patrząc na usta dziadka.

— Nie cieszy cię, że wróciła twoja żona?

— Tak... ale ona mnie nie dostrzega...

W tej chwili mama podniosła książkę ponad swoją głowę. Złote okulary przestały błyszczeć.