— Chodzi ci o ten jeden złoty? — wzruszył ojciec ramionami.
— Chodzi mi o wszystko. Chodzi o to, żebyś mnie dobrze traktował. U Berła, nie przymierzając, miałam mosiężne klamki przy drzwiach. A u niego, co mam?
— Jak Bóg mi pomoże, to każę zainstalować miedziane klamki.
— A głównie chodzi o to, że wynalazł nam paskudne mieszkanie! — powiedziała to jakby nie do ojca, ale do Władka. — Ciemne, zimne...
— Kto jest temu winien? Przecież ty sama je wybrałaś.
— Ja wybrałam? Jak ja mogłam je wybrać, skoro Mojsze, biedaczysko, w nim zachorował.
— Widocznie w niebie było to pisane. Ale jeśli chodzi ci o mieszkanie, to jeśli Bóg da, to na święto Pesach22 wynajmiemy nowe.
— Czekaj tatka latka...
— Jak długo do święta Pesach? — wtrącił się dziadek — widzisz przecież, moja Frumet, że przyszedł cię przeprosić. Czego jeszcze chcesz?
— Ładnie mnie przeprasza.