— Zaraz zapewne się zjawi.

— Kto mi złoży łóżko? Kto?

— Jakoś złożymy.

— A nocnik masz?

— A jak można nie mieć?

— A ten, to twój syn? — Hudl nagle skierowała swoje duże, kocie oczy ku mnie. I patrząc tak, rozdziawiała w uśmiechu swoje szerokie usta.

— Tak. To mój syn, Mendel. Najmłodszy, oby zdrowy był.

— Więcej dzieci z mężem nie miałaś?

— Miałam jeszcze dziewczynkę, ale umarła. Oby on za to długo żył.

— Na psa urok. Niczego sobie chłopak. Chłopak jak świeca. Podejdź no bliżej.