Padre Torquemada położył dłoń na jego ramieniu.
— Wiem, co cię dręczy, mój synu. Myślisz, że zdradzasz przyjaciela.
— Ojcze, mój ojcze!
— Przeciwnie, przyczyniasz się do ratowania jego zabłąkanej duszy. Czyż nie popełniłbyś zdrady wówczas, gdybyś chciał prawdę zataić i pozostawić grzesznika sam na sam z jego grzechami? Czyż nie jesteśmy po to, aby błądzącym pomagać? Pomożemy panu de Hojeda i panu de Santangel. Pomożemy dzięki tobie.
Nagły blask wdzięczności ogarnął udręczoną twarz don Rodriga.
— Ojcze, ciężki kamień zdjąłeś mi z serca. Czy swoje oświadczenie mam złożyć Trybunałowi podpisane?
Padre Torquemada mocniej oparł dłoń o jego ramię.
— Don Rodrigo, pomyśl, czy musiałbyś się podpisywać pod słowami: oddycham, chodzę, jem, śpię?
— Przecież to prawda.
— A twoje zeznanie czymże będzie, jeśli nie prawdą?