a potem
tak donosili kolejni posłańcy
zawsze pod słońca ciemną spiekotą
opustoszałymi wąwozami ulic
wśród dwuszeregu drzew
krzyżujących zwęglone konary jak szpady
galopowali srebrzyści husarze
furgocząc blaszanymi skrzydłami
a na ogromnym stadionie
wypełnionym aż po zgliszcza nieba