— Widzi pan, a ja pamiętam! Bo to pan położył mi rękę na ramieniu, a nie ja panu.

— Słusznie. Ale, jeśli jak pan mówi rzeczywiście popełniłem ten gest niezbyt uprzejmy i położyłem pana rękę na ramieniu, może usprawiedliwi mnie trochę fakt, że Alicja Wanert była wówczas moją narzeczoną.

— A, i pan był zazdrosny o mnie, panie Nagórski!

— Wkrótce potem Alicja została moją żoną. Naprawdę, bardzo dawne czasy.

— No, widzi pan, panie Nagórski, jak się to wszystko jedno z drugim albo łączy albo nie łączy. Pan mi położył rękę na ramieniu, pan był we fraku, pan się ożenił z panną Wanert...

— Dość szybko się rozeszliśmy.

— A ja u jej ojca, wielkiego przemysłowca, pana Karola Wanerta...

— Karol Wanert był stryjem Alicji.

— Wszystko jedno. A ja u jej stryja, wielkiego przemysłowca, pana Karola Wanerta, głupiej posady za trzysta z czymś złotych nie mogłem dostać, choć miałem dyplom magistra chemii w kieszeni i dziury w butach. Pan miał rację, panie Nagórski, że mi pan położył rękę na ranieniu.

— Jeśli pan tak uważa.