— To nie ja uważam, to jest obiektywna prawda historyczna.

— Jeśli tak, to muszę stwierdzić, panie prezesie, że ma pan teraz tę wyższość nade mną sprzed trzydziestu kilku lat, że gdy pan kładzie obecnie ludziom rękę na ramieniu, są to gesty w duchu jak najbardziej demokratycznym.

I chyba po tej kwestii znajdzie sposobność, aby rozejrzawszy się po sali powiedzieć:

— Przepraszam, panie prezesie, ale właśnie widzę, że pani Frens-Czaplicka przywołuje mnie niecierpliwie.

— Ta słynna śpiewaczka?

— Właśnie. Zresztą dość bliska moja kuzynka.

— Ba! My teraz z panem też jesteśmy poniekąd rodziną. Nie wiedział pan, panie Nagórski, kogo pan poklepywał.

— Niestety, z klepaniem zwykle tak bywa, panie prezesie.

Halina Ferens-Czaplicka i Adam Nagórski.

— Jestem.