— I co ci powiedział?

— Mniej więcej to samo, co oni zwykle mówią, kiedy ma być na nie. Peryferyjne problemy, nietypowe, pesymizm, jednostronny, subiektywny obraz rzeczywistości, niedostrzeganie głównego nurtu historii, potem krótki wykład o podziale świata, o toczącej się walce i potrzebie zaangażowania po stronie postępu i wolności, no, co jeszcze? Przecież ty to dobrze znasz.

— Nie martw się, stary, Raszewski nie jest najgorszy.

— Możliwe. Byłaby to nawet pewna pociecha, gdyby ci najgor­si byli odrobinę lepsi.

— Raszewski nie jest przede wszystkim głupi facet, tylko musi dbać o linię Partii. A ciebie w gruncie rzeczy bardzo ceni, wiem to na pewno.

Wanert wstrząśnie kostkami lodu.

— Wolałbym, żeby i mnie mniej cenił, i o linię Partii mniej dbał.

— Myślisz, że to od niego zależy?

— Wiem, że nie od niego, ale, wybacz, mnie już od tego wszy­stkiego mdli. U nas są winni tylko ci, którzy robią rzeczy napraw­dę wartościowe i usiłują coś zmienić na lepsze. A reszta? Sami niewinni!

— Nie irytuj się, szkoda nerwów, i tak nic nie zmienisz.