— Co to jest? Coś do jedzenia?

— Wyłącznie — na to Ksawery. — Niestety, dzięki trudnościom obiektywnym jest to produkt bardzo rzadki i trudny do nabycia. A wie pan, co to jest kamptokormia?

Tym razem Stefan Raszewski zachowa chyba postawę wyczekującą, może co najwyżej ostrzegawczy chłód pojawi się w jego oczach i uprzejmy rodzinny uśmiech zniknie z twarzy, co sprawi, że mimo fizycznej bliskości spojrzenie jego ogarniać będzie Ksawerego uważnie i czujnie, lecz z dystansu bardzo odległego. Wówczas Ksawery, może znów za wstawiennictwem opiekuńczych przodków, poczuje w sobie dreszcz siły, jaki musi odczuwać pogromca w ob­liczu niebezpiecznego drapieżnika. Jednym haustem, po polsku, wy­próżni kieliszek i trzymając go w dłoni, jak buławę, powie:

Kamptes znaczy po grecku krzywy, zgięty, a kormos: ka­dłub, tułów.

Raszewski:

— Domyślam się, że chodzi o terminologię naukową związaną ze schorzeniem kręgosłupa.

Ponieważ słowo kręgosłup skojarzy się w umyśle Moniki z krę­gosłupem ideowym, szybko zareaguje:

— Mam nadzieję, że nie będziecie mówić o polityce. Ostatecz­nie, to jest moje wesele.

Ksawery:

— Wszystko jest polityczne, moja droga, twoje wesele też.