gdy pustka pod nim jak ptak barwny wzleci,
lecz martwy, w niebo wypchnięty rękami,
nim spadnie, szczątek żałosnej zamieci.
Zbyt wiele legend podeptano, aby
żywić się nimi. Tylko me milczenie
jest mierzwą3 nocy, której pobrzask krwawy —
czy pojmie kiedy któreś pokolenie?
Lecz teraz pomrok i żyjący cmentarz,
co próchnem karmi poranione ciało.
Czekali wieszcze, czy ich sen spamiętasz?