Wyjrzał tępy — czarną bruzdę ma na czole.

Wlepił wzrok: w mózgu myśl, ostra kra —

Tęskny gzygzak tnie ci czoło między brwiami...

Stuknął w szkło — już w kieliszku jestem — JA!

Nie pij czasem, nie daj się omamić!

— Tyżeś to, miły mój? — Brzękną szkła —

Pękną ściany, dach dwupoły się rozłamie,

Miast posadzki — czarny lej bez dna.

I zakracze z wszystkich stron niepamięć...

Tylko walczyk czarci będzie łkał,