Odebrało mi rozum szklane wnętrze,

Nierozumny kulę gonię, tak się męczę,

Za tą kulą snuć się muszę krok w krok,

Już pół roku, jeszcze może długi rok.

Z trumny szklistej, kulistej — półżywa,

Ręce łamie, wyciąga — przyzywa,

Wzrokiem błędnym zaklina mnie: — Coś zrób,

By nie toczył się już ze mną szklany grób...

Patrzę w kulę — a ty w kuli głową wzwyż,

Gonię kulę — a ty głową w dół...