GŁOSY

Na sąd! Na sąd!

Wyjąc i rycząc, przewalają się wszyscy za Blaksem, idącym na przedzie.

W opustoszałej izbie pozostaje tylko Psyche zemdlona na zdeptanym sztandarze i De La Roche. — Wschodzące słońce ozłaca ich pełnym blaskiem.

De La Roche postępuje kilka kroków w głąb, patrzy — następnie z rozpaczliwym ruchem wraca. — Spostrzegłszy Psychę leżącą na ziemi, bierze wody i cuci ją.

PSYCHE

budząc się z omdlenia:

Co to? Ranek — i słońce, i sen jakiś... straszny...

milknie, potem zrywając się nagle:

Gdzie oni?!