którego łąki czekają i łany,

uśpione ptaki po lasach i kwiaty

i ja — stęskniona, pragnąca, a pewna,

że przyjdzie w jakąś najsłodszą godzinę,

kiedy dokoła wszystko będzie ciche,

i po imieniu zawoła mnie: Psyche! —

i zbudzi we mnie coś, co jest mną samą...

Wtedy te skały otworzą się bramą

i ja na skrzydłach jego — bo skrzydlaty

będzie! — polecę na te jasne światy,