Niebo rozwidnia się zorzą.
BLAKS
chwyta pochylonego Erosa za skrzydła
A tuś mi, urwiszu25, nocny włóczęgo!
Eros odwraca się szybko. Zasłona opada mu z czoła. Widno twarz boską, promienną, straszną.
BLAKS
z krzykiem:
Bóg! Jakiś bóg straszliwy!
Pada na twarz, kilka kroków w tył uskoczywszy, jakby go piorun powalił na ziemię.