którym serca paliły miłości tęsknice,
i widziałam jak bladły z pragnienia i żalu,
a nie było nikogo, by w usta z koralu
pocałunkiem tchnął życie — więc gasły powoli,
bo wiedziały, że nie masz końca ich niedoli...
Widziałam dzieci, które wyrosły bez matek,
smutne, dzikie, zbrodnicze potem na ostatek;
anioły, z nędzy wielkiej przedające ciała,
starce, którym się młodość świetna zmarnowała,
i człowieka, co wiecznie w jasne dążył słońca,