— O, o, o! Dlaczegoś mi ty zostawił te listy? I czemuś je zabrał potem?! — skarżyło się coś poza Turskim, czy też w nim samym może...
— Listy!
Patrzył z wytężeniem we własną duszę; zaczynał z przerażeniem rozumieć...
— A! Więc to tak? Więc tak...
Nagła jasność świadomości pokazała mu jakby w jednym błysku niedocieczony dlań dotąd związek wypadków...
Zaśmiało się coś.
— Ale i ty wróciłeś! Ha, ha, haaa!...
— Tadzik! — krzyknął głośno i zerwał się na równe nogi.
Miał moment złudzenia, że pochwyci cień za widmowe ręce i zmusi go, aby mówił wyraźnie...
Cisza była znów i pustka dookoła.