Borzycki zwrócił na Wierzbica nieporadne spojrzenie błękitnych oczu. Cały zapał i dumna pewność siebie zgasły w nim teraz.
— Nie wiem, co panu odpowiedzieć... Jesteśmy brudni, trzeba się umyć, przebrać...
— Chodźcie panowie tak, jak jesteście.
— Wielki to dla nas zaszczyt, ale...
— Ale my jesteśmy w swoim towarzystwie i nie mamy zamiaru zawierać w tej chwili znajomości — rąbnął Makuch, połknąwszy szczęśliwie ostatni kęs suchej bułki, po czym zaczął wołać na kelnera, aby mu podał piwo i „małą wieprzową” z kapustą.
Borzycki poczerwieniał, czując niegrzeczność odpowiedzi swego towarzysza.
— Proszę pana nie mieć nam za złe. Zmęczeni jesteśmy naprawdę i głodni, ale gdy mnie pan raczy przedstawić księżnej, będę niezmiernie rad... przynajmniej na krótką chwilę...
Turski witał się już z księżną i Rohitynem oraz kilku nieznajomymi osobami, siedzącymi przy długim stole, kiedy Wierzbic zbliżył się z Borzyckim, usiłującym przez drogę na gwałt zapiąć koszulę pod szyją na ś.p. guzik, który się był urwał99.
— Połowę zadania spełniłem — rzekł Wierzbic, przedstawiając — pan Borzycki.
Księżna podała mu długą, białą, wypieszczoną dłoń. Nie uszło uwagi Turskiego, że przeszedł ją lekki dreszcz, gdy młode, spalone całodziennym trudem usta chłopca dotknęły jej ręki. Spojrzał mimo woli na Wierzbica: malarz miał zły uśmiech na wargach.