— Czyż to możliwe? Wszyscy mi mają coś do powiedzenia...

Było coś złego w tych obojętnych słowach, a jednocześnie oczy jej stały się naprawdę bezbrzeżnie smutne i w jakąś dal zapatrzone. Ale natychmiast zmieniła ton i zaczęła z ożywieniem trochę nienaturalnym opowiadać Turskiemu o swojej głębokiej, serdecznej przyjaźni, ba, miłości do księżnej Heleny, z którą znają się od dawna, od bardzo dawna, choć rzadko mają sposobność być dłużej z sobą. Przy sposobności dowiedział się Turski, że nie jest wdową, owszem ma męża gdzieś na Kaukazie czy Uralu, którego bardzo kocha, ale „tak się jakoś złożyło, że nie żyją z sobą”.

Mówiła to wszystko żywo, z uśmiechem, wodząc roztargnionymi oczyma po sali i — jak Turski zauważył — z uszyma ciągle i podstępnie napiętymi na każde słowo księżnej.

— Po co ta kobieta tak się męczy? — pomyślał. — Wszakże nie obchodzi ją zgoła nic z tego, co mówi. Co ją jednak obchodzi? Czemu tu siedzi?...

Powiódł okiem dookoła. Rohityn siedział ponury, usiłując rzucać na księżną demoniczne spojrzenia, właściwie jednak był podobny do obitego psiaka i pił zapamiętale. Dwaj młodzi kawalerowie zanosili się śmiechem z powodu jakiegoś dowcipu, aktor przymilał się głupio i obrzydliwie księżnej (patrzącej teraz na niego z drwiącym uśmiechem w lekko zmrużonych oczach), ciągle w przekonaniu, że robi na niej potężne i upoważniające do słodkich nadziei wrażenie.

Wzrok Turskiego skrzyżował się z oczyma Wierzbica.

— A co? Czy nie mam słuszności? — mówiły te oczy zapamiętałe, szydercze i bezbrzeżnie smutne zarazem.

Zupełnie mimo woli skinął Turski głową potakująco i uczuł, że rumieniec na twarz mu występuje.

Zawstydził się i spojrzał na panią Irenę. Ale ona rumieńca jego nie widziała. Z rozdętymi nozdrzami i wyrazem jakiejś diabelskiej radości w oczach patrzyła na księżną i jej na wpół pijanych, ordynarnych, samczo podnieconych adoratorów.

Turski uczuł, że tego dłużej nie wytrzyma. Inną znał księżną Helenę przed laty. To, co tu widział, było jakimś wyzywającym pokalaniem się, jakąś ohydą bez miary i sensu. Wolałby widzieć tę kobietę przecudną w szalonej orgii, nagą, w szatańskim rozpasaniu, niż w tym tanim tryumfie, wśród tanich wielbicieli, z uśmiechem taniego zadowolenia na dumnych niegdyś ustach.