— Wstydź się pan. Proszę wstać natychmiast!
— Nie wstanę, dopóki mi pani nie przebaczy! Ja dla pani...
Porwał szklankę ze stołu i gruchnął się nią w czoło aż okrwawione szczerby prysnęły dokoła.
— Ja dla pani... — powtórzył i czerwoną od posoki głowę chciał skłonić na jej kolana.
Zerwała się.
— Jesteś pan ohydny. Proszę mnie puścić.
— Księżno!
Uśmiechnęła się naraz z łaskawą pobłażliwością.
— Czas już na mnie — rzekła, zwracając się do obecnych — muszę jechać do domu. Dobrej nocy państwu życzę.
I on już stał na nogach.