— I co ja winna, że tęsknię odtąd, że szukam i nie znajduję? Och, takam zmęczona, och, taka sponiewierana życiem! Spokoju chcę za jaką bądź cenę. Wszystko mi jedno, kto to jest, bo to już... nie będzie... to samo! Niech mnie tylko kocha, niech mnie uciszy, niech zahipnotyzuje, abym spała, spała, spała...

Zrobiło mu się jej naraz żal, straszliwie, niewypowiedzianie żal. W tym nagłym uczuciu zgasły wszystkie inne i rozpłynęły się bez śladu. Było mu jej żal w tej chwili tak, jak kogoś, co już umarł, o kim nie myśli się inaczej, jak tylko dobrze — i jeszcze, że nie był szczęśliwy.

Ujął obie jej ręce i wzniósł do ust. A potem chciał przygarnąć jej głowę, nie jak głowę kochanki, lecz dziecka, z którym się żegna, bo idzie na zatratę, a niepodobna już zwrócić go z drogi...

Lecz ona snadź źle sobie ten ruch jego wytłumaczyła. Łagodnie ale stanowczo odsunęła go od siebie.

— Nie, nie... Dzisiaj już nie mogę... Jestem cudza.

— Przepraszam panią — rzekł oschle.

Wjeżdżali w Capowski Las długą, wśród drzew prosto wyciągniętą linią szosy. Wiatr bijący ich w twarz nie dochodził już do nich; zaplątany w szczytach smreków107 targał się wśród nich i miotał, łomocąc ciężkimi skrzydłami, jak orzeł, zrywający się gdzieś z gęstych chaszczy. Czasem jęczały pod jego uderzeniem wszystkie drzewa, czasem trzask krótki i suchy, po którym następował długi łoskot łamiących się gałęzi, dawał znać, że któryś wynioślejszy smrek naporu nie wytrzymał i położył się przed mocą rozszalałego wichru.

W pewnem miejscu automobil musiał się zatrzymać: zwał potrzaskanych drzew leżał na drodze. Z trudem tylko udało im się tę przeszkodę objechać bokiem i minąć. Ledwo jednak z powrotem na gościniec wjechali, jakiś świerk potężny zakołysał się i momentalnie runął tuż poza wozem na drogę. Księżna odwróciła głowę.

— Czemu nie jedną chwilę wcześniej! — rzekła z trochę sztucznym żalem.

Turski uśmiechnął się blado, ale przyszło mu na myśl, że by to może dobrze było: jedno gwałtowne uderzenie olbrzymiego pnia, trzask łamiącej się maszyny i cudna głowa księżnej zmiażdżona, od życia wyratowana...