O sobie nie myślał wcale. Obraz ten tak go zajął, iż spojrzał mimo woli na jej twarz, jakby szukając zamkniętych już na zawsze oczu, bladych, krwią ociekłych ust.
Naraz błysły mu w pamięci źrenice pani Ireny, w podmalowanych oczach rozszerzone przerażeniem i... dziką radością pijane. Przestraszył się tego zwidziska, nie wiedząc, skąd przyszło.
— Kto jest pani Irena? — zapytał nagle.
— Czemu pan o nią pyta?
— Ma złe oczy.
Wzruszyła ramionami.
— Moja przyjaciółka. Kocha mnie bardzo, bardzo.
Nie mówili już więcej z sobą.
Jeszcze chwil kilka i ze szczytu Cyrhli108 poczęły błyskać w dole światła Jaszczurówki109 — a dalej, jakby gwiazdeczkami drobnymi w czarnej dolinie znaczone, długie ulice Zakopanego. Wiatr ustawał; deszcz drobny i gęsty poczynał mżyć na świecie.
Księżna rzuciła szoferowi adres swojej willi.