Partner po drugiej stronie szachownicy niecierpliwił się.

— Dajże pan pokój jakiemuś tam Turskiemu! Ja już posunąłem. Graj pan!

Ale Poleski nie zważał. Powstał i zbliżył się do sąsiedniego stolika. Partner jego, stary radca sądowy, wzruszył ramionami z niechęcią i począł bębnić niecierpliwie palcami po stole. Po chwili, słysząc obok żywą roz­mowę, zwrócił się do sąsiada czytającego gazetę.

— Co za Turski?

— Turski? Nie wiem.

Ktoś dalszy odpowiedział:

— Literat. Grają właśnie dzisiaj jakąś jego sztukę w teatrze.

— Patrzcie, patrzcie — zdziwił się radca nie bez urazy w głosie. — I gdzież on wyjeżdżał?

Merser tymczasem opowiadał:

— Szedłem sobie przez rynek. Chciałem właśnie dzisiaj kupić lożę do teatru, więc trzeba było zobaczyć, co grają...