X
— Księżna... Gdzie księżna?
Lekarz pochylił się nad łóżkiem.
— Księżna pani wyszła na chwilę. Zaraz wróci. Niech książę zechce się uspokoić.
Chory poruszył wargami bez głosu i przymknął oczy. Zdawało się, że zasypia.
Wyschła, trupia twarz o wyciągniętych rysach i głęboko zapadłych oczodołach odcinała się straszliwą żółtością od białej pościeli; chude, siecią nabrzmiałych żył pokryte dłonie drgały niekiedy nerwowo na ciemnoczerwonym atłasie kołdry. Rozpięta na piersi koszula odsłaniała szyję wydłużoną i suchą, na której znaczyła się twardym węzłem krtań i po bokach, jak napięte sznury, dwie niespokojnie i z przerwami pulsujące tętnice. Na nieogolonym z dawna podbródku puszczał się szczecinowaty, brudnobiały zarost, sine usta zapadały w szczeliny między zębami.
Była to już agonia beznadziejna, tym okropniejsza, że od kilku dni się ciągnąca. Zwapniałe, sztywne tętnice z trudem już tylko przewodziły po obumierającym ciele krew, mozolnie przez wyczerpane i zatrzymujące się co chwilę serce w nie wtłaczaną. Opuchniętymi i z powodu skrzepów kilkakrotnie na próżno operowanymi nogami książę już od kilku tygodni nie mógł poruszać, obecnie stracił sen, nie pomagały żadne środki uspokajające: zdawał się tylko drzemać ustawicznie, słysząc jednak wszystko, co się koło niego działo.
Z chwilą przyjazdu księżnej ożywił się na krótko. Pargaminowe policzki123 zabarwiły mu się przelotnym rumieńcem; zdawało się, że znużone i ciężkiej pracy podołać już niemogące serce wzmogło się i raźniej rozprowadza krew po strupieszałym organizmie.
Uśmiechnął się do żony dwornie sinymi wargami i usiłował unieść się na pościeli.
— Dziękuję ci, księżno, żeś przybyła — rzekł. — Wdzięczny ci jestem bardzo, bardzo...