Chwilowe podniecenie przeminęło jednak wkrótce, leżał znów bez ruchu z piersią forsownie chwytającą powietrze, z żyłami, targanymi przerywanym tętnem.
Na syna, przyprowadzonego nieco później, popatrzył krótko, jakiś niewyraźny cień rozrzewnienia przemknął mu po twarzy.
Dzieciak poglądał na niego przerażony i nieśmiały, nie mogąc się zdobyć na zbliżenie ust do ręki człowieka, którego ojcem nazywał...
— Niech Iwo stąd idzie — wyszeptał książę — nie trzeba, aby patrzył... na śmierć... tak wcześnie.
— Niech idzie — powtórzył nerwowo, skinąwszy słabą ręką i zmarszczył naraz brwi, jakby skurcz bolesny rysy jego ściągnął.
Odtąd chłopiec nie wchodził do pokoju chorego ojca. Księżna za to prawie nie odstępowała męża przez pierwsze cztery dni. Tak, jak przyjechała z dworca kolejowego, w kapeluszu i podróżnej sukni, zarzuciwszy tylko biały fartuch pielęgniarki, zaczęła się krzątać około męża, nierychło uległszy namowom lekarza, aby odpoczęła przynajmniej po podróży. Nazajutrz i następnych dwóch dni124 jeszcze była ciągle na stanowisku. Z niesłychaną tkliwością silnymi, a delikatnymi dłońmi unosiła w razie potrzeby głowę chorego, zmieniała mu przepocone prześcieradła, nie pozwalając się nikomu wyręczyć, podawała leki i czuwała po nocach, zwracając tylko niekiedy na lekarza spojrzenie załzawionych, tkliwością poświęcenia słodko błyszczących oczu.
Wychodziła z domu rzadko, a kiedy ją spotkał ktoś znajomy w sklepie lub na ulicy, spieszącą się, niedbale ubraną, rzucała jeno kilka słów, jakby mimochodem, pozwalających się domyślać, jak jest zajęta, znużona, jak ofiarna i pełna zaparcia się wobec starego męża, z którym się rozłączyła...
— Potrzebuje opieki — mówiła z tęsknym uśmiechem — a któż mu potrafi zastąpić moje ręce? Muszę, muszę spieszyć do domu...
Tak było przez cztery dni. Piątego ubrała się staranniej, wyszła wcześniej na mszę do kościoła, potem do sklepu, do cukierni, przez damy z towarzystwa odwiedzanej, do modniarki, do księgarni i jeszcze do kogoś znajomego — i nie wróciła do domu, aż w popołudniowej porze.
Książę był tego dnia nadspodziewanie silniejszy; rozglądał się niespokojnym wzrokiem za żoną, nie chciał jednak pytać, dlaczego jej przy nim nie ma. Wymienił tylko kilka razy imię syna, dopytywał się, co robi, czy zdrów i wesoły, czy wyprowadzono go na spacer przy pięknej, strugą światła przez okno bijącej pogodzie...