Wchodzący lokaj zastał ją rozciągniętą na otomanie126 w jaskrawym kimonie japońskim, z wysoko upiętymi włosami. Obrzuciła go dosyć obojętnym spojrzeniem.
— Książę pan...
— Ach, tak! Powiedz, że przyjdę tam wkrótce — odparła niechętnie, nie ruszając się z miejsca.
— Pan profesor mnie przysyła. Kazał powiedzieć, że książę pan prawdopodobnie nie dożyje do jutra.
Wstała bez pośpiechu.
— Powiedz panu profesorowi, że będę u księcia za chwilę.
Po odejściu lokaja przypudrowała twarz, umiejęnym, lekkim dotknięciem węgla podczerniła ogromne, ciemne oczy i, spojrzawszy w zwierciadło, rozczuliła się nad sobą, że tak smutno i źle wygląda. Wyszedłszy z pokoju, wstąpiła na moment do Iwonka, rozpłakała się bez potrzeby i powodu nad nim i z oczyma pełnymi jeszcze lez, pojawiła się wreszcie u łóżka umierającego męża.
— Hela...
— Byłam u dziecka... Tak posmutniał, że teraz nikt się nim nie zajmuje. Nie gniewaj się na mnie...
— Nie. Chcę właśnie mówić z tobą... o nim...