Zrobił słaby gest w stronę lekarza.

— Proszę, niech nas pan zechce zostawić... panie profesorze...

Lekarz usunął się w milczeniu do drugiego pokoju i zamknął drzwi za sobą.

— Nie wiem, czy to dobrze — mówiła księżna czule, ale niespokojnie — że chcesz rozmawiać... Męczy cię to i wyczerpuje.

— Wszystko jedno. I tak już niedługo. Muszę mówić, dopóki... Hela!

— Czego chcesz ode mnie?

— Ja kocham tego chłopca.

— Słusznie. Twój syn przecie.

— Nie wiem tego. Ale to wszystko jedno... Teraz już wszystko jedno... Kocham go tak, jakby był mój. I chcę, aby nikt... nie śmiał o tym wątpić... nigdy...

— Denerwujesz się i mnie obrażasz niepotrzebnie.