Księżna patrzyła teraz na dłonie umierającego, bezwładnie na kołdrze złożone.
— Tak... dopóki będę wolna — powtórzyła jak echo.
A potem wzniosła naraz głowę i spojrzała mu prosto w przymknięte oczy.
— A jeśli wyjdę za mąż?
Rysy chorego żadnym drgnieniem nie zdradziły, jakoby mu to brutalne pytanie przykrość sprawiło. Był snadź na nie przygotowany.
— Jeśli... gdy wyjdziesz za mąż, zostanie ci renta, dwanaście tysięcy koron rocznie...
— Ależ to nędza! — wykrzyknęła mimowolnie.
Książę ciągnął niewzruszony dalej, odpoczywając tylko po każdym niemal słowie:
— Opiekę nad Iwonem... utracisz wtedy...
— To mój syn!