Księżna pochyliła głowę.

— O zamążpójściu teraz nie myślę — zaczęła po chwili — ale to ci powiedzieć muszę, że mnie krzywdzisz. Krzywdzisz mnie straszliwie.

— Hélène!

— Co mi masz do zarzucenia? Przecież to są twoje fantazje, te obawy co do pochodzenia Iwona! Nie przeczę ci, bo cię nie chcę więcej rozdrażniać, widząc, żeś chory. Czy mi masz za złe, żem się bawiła, będąc młodą? Wszakże tego sam chciałeś!

— Na pozory nie zważasz! Na pozory!

— A! Więc byś wolał, abym na nie zważała, a za to oszukiwała cię za plecami? Nie robiłam tego. Wierna ci byłam...

Lekarz uchylił drzwi.

— Czy książę nie męczy się zanadto?

— Nie, profesorze. Jeszcze chwilę. Muszę koniecznie...

Doktor pokręcił głową z niezadowoleniem i cofnął się, ulegając błagalnemu tonowi w słowach chorego.