— Nie! Jak możesz pytać o coś podobnego!
— Czuję, że... mówisz prawdę... w tej chwili. Bóg ci zapłać. Więc... Iwo... jest mój syn! Bóg zapłać! W ostatnią godzinę... Tam... tam...
— Co?
Wskazywał drżącą ręką.
— Tam... w sekretarzyku... testament... Odpis jest u notariusza, ale to nic... Gdy tylko tutaj... Pióro i atrament...
Podała mu skwapliwie opieczętowany papier i kałamarz, który służył lekarzowi przy pisaniu recept.
— Przysięgnij mi tylko, że będziesz szanowała.... że będziesz godnie... i nie dasz powodu...
— Robert! Czyż wątpisz?
— Nie! Wierzę. Chcę wierzyć... Daj mi pióro... Prędko! Dopóki mogę...
Usiłował unieść się na poduszkach, ale to mu się nie udało. Przybliżył papier do oczu...