— Nie widzę liter... Czytaj... Pokaż mi, gdzie jest... to zastrzeżenie...
Szybko przebiegła dokument oczyma. Znalazła tam widocznie coś, co ją zdumiało lub nawet przestraszyło, bo zmarszczyła brwi i rzuciła szybkie spojrzenie na męża, ale opanowała się w tejże chwili i podsunęła mu papier z najzupełniejszym spokojem, bez pośpiechu, z miną doskonale obojętną.
— O tu, stąd dotąd — pokazała palcem.
Przekreślił wskazany ustęp i dopisał na dole trzęsącą się ręką:
„Dnia... roku... może w ostatnią godzinę, ale w zupełnej przytomności umysłu i z własnej woli, przekreśliłem od słów: W razie, gdyby moja żona... aż do: wyznaczony opiekun. — Robert Stanisław książę Hazarapelian”.
Pióro wypadło mu z ręki.
— Dobry jesteś... — szepnęła.
Zwrócił na nią gasnące oczy. Coś jakby uśmiech przebiegł po jego zwiędłych, sinych ustach.
— Tu es belle, oh! Comme tu es belle, Helene...128
Jak gdyby nagły, lekki dreszcz nim wstrząsnął. Żachnął się ostatnim wysiłkiem na poduszkach...