— Ach! Gdybym to mogła...

— Cóż panią trzyma?

— To tak trudno powiedzieć. Na pozór niby nic, a jednak jest tyle rzeczy...

— Ha, to niech pani cierpi.

Księżna zerwała się z błyskami w oczach.

— Nie mogę już dłużej! Nie mogę! Spokoju mi nie dają, męczą mnie, przeklinają mnie i dziecko moje. Za co? Dlaczego? Cóż komu do tego?

Chodziła po pokoju żywymi krokami, z namarszczoną brwią jak burza.

— Naturalnie. Cóż komu do tego.

— I niech pan powie jeżeli nawet Ludwik, to pan Rohityn jest dla mnie nieodpowiedni...

— Wcale tego nie myślę.