— Nie mów! Ona jest po prostu nadzwyczajna.

— W czym?

— Choćby w tym, że jest piękna, cudowna i że tak sobie umie przygiąć do nóg, zdeptać was wszystkich...

— Jak to: nas wszystkich?

— O, ciebie nie! Naturalnie. Ty jesteś człowiek nieskazitelny.

Pogardliwa ironia zgrzytnęła w głosie słodkiej pani Butrymowej.

Profesor ruszył ramionami.

— Gotowaś mi robić zarzuty, żem się do jej rydwanu nie zaprzągł — rzekł lekko i z humorem.

Żonę jego to podrażniło.

— Nie bój się, nie byłoby tam miejsca dla ciebie. Cóż by z tobą robiła? Zresztą... starzejesz się znacznie w ostatnich czasach.