Ocknął się, jakby ze snu zbudzony.
— Myślę, że jest jednak jakaś sprawiedliwość losu...
— Że pan został pokonany? — spytała niby naiwnie.
— Nie, ale... ta śmierć Poleskiego...
— Ach!
— Wyjawię pani tajemnicę. To był dalszy ciąg naszej walki.
— Jak to?
— Poleski nie był pozbawiony pewnej... powiedzmy sobie szlachetnej dumy.
— Nie wątpię o tym ani na chwilę — rzekła pani Zośka poważnie.
— Otóż to. Spostrzegł on, że mu się dobrowolnie dałem pokonać i to go tak dotknęło, że po skończonym spotkaniu zaproponował mi sam jeszcze... amerykański pojedynek — kłamał Golimski.