Golimski mało był skłonny do tego, aby się mieszać — zmieszał się jednak naprawdę, posłyszawszy jej głos.

— Jak to pani rozumie? — wybąknął, usiłując jeszcze nadrabiać miną.

Pani Zośka, zamiast odpowiedzieć, zapytała niespodziewanie:

— Czy to bardzo bolało, gdy Poleski w kawiarni uderzył pana w twarz?

Golimski zerwał się z krzesła. Trochę odstające uszy poczerwieniały mu nagle.

— Proszę niech pan siada. Jakie wino piliście wówczas? Veuve Cliquot? Moet et Chandon? Perier Jouet? A może Pol Roger137? Ach, ja przepadam za marką Pol Roger!

— Przecież to nie należy do rzeczy...

— A więc, może opowie mi pan coś o księżnej. To przecież miało związek bezpośredni. Jestem ciekawa, a pan chyba z właściwą mężczyznom... otwartością, wszak to się tak nazywa, co?

Golimski przypomniał sobie nagle, że właśnie na tę godzinę gdzieś z kimś się umówił, po czym ukłoniwszy się pierwszy raz w życiu nader niezgrabnie, wyszedł z salonu, usiłując bez powodzenia zachować minę wyniosłą i lekceważącą.

Ledwo drzwi się za nim zamknęły, pani Zośka zaczęła się uśmiechać do siebie z wielkim zadowoleniem. Przechodząc koło zwierciadła, rzuciła weń okiem i na moment — jakby mimowolnie — przybrała ten srogi wyraz twarzy, którym gościa wystraszyła. Po czym skinęła samej sobie głową z uznaniem i zaczęła oglądać swój nosek, nie wiadomo dlaczego z jednej strony troszkę zaczerwieniony. Oględziny uspokoiły ją snadź138, że nic poważnego jej twarzy nie grozi, więc uśmiechnęła się jeszcze raz do zwierciadła, zrobiła doń oczy naiwne i dobre i poszła się pochwalić mężowi, jak się gościa pozbyła.