— Czy zastał pan tutaj dzisiaj kogo u księżnej?
— Owszem, było kilka osób... Także ten aktor.... zapominam zawsze nazwiska. Poznałem go wówczas przy Morskim Oku, kiedy to był i pan.
Turski chodził po pokoju.
— Proszę pana...
Przystanął i zwrócił się ku pytającemu Borzyckiemu.
— Proszę pana — ciągnął młody chłopak z pewnym wahaniem w głosie — niech mi pan wytłumaczy, dlaczego księżna pozwala takim ludziom jak ten aktor...
— Co?
— Ach! Może byłbym głupstwo powiedział. Ale, widzi pan, mnie to boli po prostu. Ona jest taka nadzwyczajna, tak dziwnie cudna na ciele i duszy, a to przecie jest człowiek...
— Więc cóż takiego?
— Nic. Już nic. Mnie się może zdaje tylko. Ona jest dobra, chce być uprzejma dla wszystkich. Podobno to teraz tak wypada...